piątek, 29 maja 2015

Rozdział 2 " Jesteś zwykłą szmatą!"

Minęły dwa tygodnie, a Laura cały czas jest z Ross'em i Conor'em. Przez ten czas Ross stara się zaimponować Lau. Stara się ją zaciągnąć do łóżka, lecz z marnym skutkiem. Krótko mówiąc, zbywa go.
-Stary, co ja mam z nią zrobić. Inne to po 15 minutach byłyby u mnie w łóżku, a ona? - powiedział Ross do Connor'a.
-Ona jest mądrzejsza od wszystkich tych twoich panienek. Powinna wziąść cie rozkochać i cie rzucić. - powiedział Conor popijając piwo.
-Dziękuję przyjacielu. - rzekł sarkastycznie. Do salonu weszła właśnie Laura.
-Chłopaki, no! Kiedy bd mogła wrócić do domu? - spytała patrząc na nich.
-Em... Nigdy?
-Dlaczego? Do czego jestem wam potrzebna?! - krzyknęła brunetka.
-Kochanie.... - zaczął i chciał podejść do dziewczyny, ale ta się szybko odsunęła, na co chłopak ciężko westchnął. - Jesteś nam bardzo potrzebna.
-Nie wiem do czego... - prychnęła - Ja porostu chce gdzieś wyjść. Od dwóch tygodni jestem tu zamknięta. - spojrzała na Ross'a, a w końcikach jej oczu zebrały się łzy. Blondyn poruszył się nerwowo. Conor już dawno się ulotnił z salonu.
-Dobra. Chodź. Jedziemy. - powiedział krótko, obojętnie, chłodno. Laura patrzyła zdziwiona na chłopaka. - No co?! Chcesz gdzieś iść czy nie? - warknął i wziął kluczyki od samochodu. - czekam w samochodzie.

Jechali w ciszy. Bardzo nie przyjemnej ciszy. Laura nie chciała się odezwać pierwsza, gdyż najzwyczajniej się bała. Ross również nie chciał nic powiedzieć, bo co by powiedział? Po chwili przełamał się.
-To gdzie chcesz jechać?- spytał spokojnie, jednak wciąż obojętnie.
-Ja... Sama nie wiem. Poprostu nie chciałam już tam dłużej być zamknięta rozumiesz? - spytała cicho. Chłopak pokiwał lekko głową w zamyśleniu. Nagle telefon Laury zaczął wibrować. Dzwonił Dylan. Znowu. Od kilku dni dzwonił po parę razy dziennie. Za każdym razem odrzuca połączenie. Tym razem chciała z nim pogadać, ale...
-Nie odbieraj. - powiedział stanowczo. Brunetka z zawahaniem cofnęła rękę.

Szli przez centrum miasta. Znowu ta nie przyjemna cisza. Laura miała jej dość. Stanęła przed Ross'em. Chłopak miał odwróconą głowę w bok, ale szybko spojrzał przed siebie, a raczej na swój tors. To tam poczuł małą dłoń dziewczyny.
-Nie chce takiej atmosfery między nami. Wiem, że zostałam porwana. Wiem, że to dziwne, że się nie boję. I wiem też, że wcale nie chcesz taki być. - powiedziała patrząc mu w oczy.
-A skąd ty możesz wiedzieć jaki chce być. Mi jest dobrze tak jak jest. Jestem nie zależny od wszystkiego i wszystkich. Mam od chuja lasek...
-... A żadna z nich nie ma ciebie? - przerwała mu Laura.
-Dokładnie. A ty możesz dołączyć do tych lasek. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem. Podszedł do niej i położył jej ręce na biodrach. Brunetka uśmiechnęła się przebiegle. Położyła mu ręce na tors. Nie daleko jego serca, które teraz biło nieco szybciej.
-Tylko jest mały problem. - powiedziała zmysłowym głosem.
-Jaki? - uśmiechnął się.
-Ja się...SZANUJE!! - krzyknęła na koniec.
-Au...-wyrwała się z jego uścisku i szybkim krokiem szła przed siebie. Nagle na kogoś wpadła.
-Laura?
-Dylan! - rzuciła mu się na szyję.
-Już dobrze. Kochanie, gdzie byłaś? Dlaczego nie odbierałaś?
-Ja... - zaczęła, lecz podszedł do nich Ross. Przytulił ją od tyłu i położył głowę na jej ramieniu.
-Tu jesteś skarbie. Szukałem cie. - pocałował ją w policzek.
-To dlatego nie odbierałaś! - krzyknął Dylan.
-Nie... To nie tak!
-Byłaś zajęta swoim nowym kochasiem. Jesteś zwykłą szmatą! Wykorzystałaś mnie!-krzyknął i wziął zamach by uderzyć dziewczynę. Laura szykowała się na ból i odruchowo zamknęła oczy, jednak nic nie poczuła. Otworzyła oczy. Zobaczyła jak Ross trzyma rękę Dylana w stalowym uścisku.
-Chciałeś uderzyc moją dziewczynę?!
-Ja...
-Wiesz kim ja jestem?!
-Rrross Lynch. - wydusił Dylan.
-Wiesz co ci zrobię jak się do niej zbliżysz?!
-Ja tylko...
-Zamknij się!!- krzyknął i przyciągnął do siebie bruneta za koszule. - masz szczęście, że ona tu jest. Nie chce, żeby zobaczyła tak straszny widok, jak Twoja zmasakrowana buźka. A teraz spierdalaj! - rzucił brunetem o ziemię. Jeszcze nabuzowany odwrócił się do Laury. Miała łzy i strach w oczach. Podszedł do niej. Chwycił jej twarz w dłonie i oparł swoje czoło o jej czoło.
-Nie pozwolę cie skrzywdzić. Nie dam cie nikomu skrzywdzi.
-Proszę... Wracajmy do domu.

Weszli do domu.
-No siema. Co tam? Jak tam smak wolności? - spytał wesoło Conor i trącił Lau łokciem. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Podeszła do Ross'a.
-Dziękuję Ci. - szepnęła i pocałowała go w policzek, po czym szybko uciekła do siebie.
Ross z rozszerzonymi źrenicami złapał się za policzek. Wciąż trzymając się za polik chciał usiąść na kanapie. Niestety nadal będąc w szoku nie wycelował i spadł na podłogę.

___________________________________

Witam! Jak pewnie widzicie nie ma już Jools tylko Van. Nie pytajcie dlaczego... Poprostu :*
A teraz! Czas na mały szantaż!
10 komentarzy i kolejny rozdział. Ale, ale! Jednak osoba jeden komentarz.
Znaczy możecie komentować ile chcecie. Chodzi o osoby. Rozumiecie mnie wgl? Xd
Dobra. Koniec na dzisiaj.

Van bez odbioru :*

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 1 "Szkoda by było takiej ślicznotki"

Laura szła właśnie na spotkanie, a raczej na randkę z jej chłopakiem Dylan'em. Ubrana z czerwoną, opinającą sukienkę do połowy ud wyglądała seksownie. Szła właśnie przez jedną z ciemnych uliczek Los Angeles. Za plecami usłyszała jakiś hałas. Odwróciła się, ale nic nie zobaczyła. Wzruszyła ramionami i poszła dalej. Nagle "szklana ściana" rozbiła się na milion kryształków, a przed nią upadł jakiś mężczyzna. Oszołomiona nie wiedziała co się właśnie stało. Chciała właśnie uklęknąć przy nim, lecz powstrzymał ją głos.
-Nie dotykaj go! - ujrzała drugą postać. Szybko się wyprostowała. Chłopak w kapturze podszedł do nieprzytomnego mężczyzny. Dopiero teraz Laura zauważyła, że miałem ręku jakąś torbę, którą podniósł tajemniczy chłopak. Właśnie się chciała odwrócić i odejść do Dylana, ale została szarpnięta. Stała teraz przed nim. Zarejestrowała tylko tyle, że jest wysoki i dobrze zbudowany.
-Za dużo widziałaś. - powiedział. Nim Laura zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, ponownie została szarpnięta. Usadowił ją na miejscu pasażera w czarnym BMW i zapiął jej pasy. Odziwo Laura nie czuła strachu. Wręcz przeciwnie. Czuła, że ten chłopak jej nic nie zrobi.
Usiadł za kierownicą i zdjął kaptur. W końcu mogła go zobaczyć. Miał rozrzucone, blond włosy i czekoladowe oczy. Jego idealne rysy twarzy były dla Laury... Cóż... Idealne. "Nawet Dylan nie był tak przystojny" przeszło jej przez myśl.
-Em... - wydusiła z siebie.
-Zawsze tak dużo gadasz? - spytał odpalając silnik.
-Ja... porostu... Nie wiem co się teraz dzieje. Kim ty jesteś? I co z tamtym kolesiem? I czemu tu siedzę?
-Eh... Jestem Ross Lynch. Tamten koleś odwalił kite. A ja cie zabieram. Za dużo wiedziałaś. - między nimi zapadła cisza. - A ty jak masz na imię? - spytał spoglądając na nią.
-Laura. Laura Marano.- odpowiedziała cicho. - zabijesz mnie? - spytała nagle. Chłopak uśmiechnął się pod nosem.
-Nie... Nie jestem potworem.... Dobra. Może czasami. Szkoda by było takiej ślicznotki. - powiedział, a brunetka jak na zawołanie się zarumieniła. - zabiorę cie do mnie. Mieszkam jeszcze z dwójką kumpli.
-Ale... Ja nie rozumiem. Do czego wam jestem potrzebna?
-No... Jakby ci to... Przyda nam się... kobieca ręka? Nie wiem. Poprostu.
-Ale...ja muszę wrócić. Miałam mieć randkę z moim chłopakiem. - powiedziała.
-Ehh... Jak bd grzeczna to...
-... Będę mogła wrócić do domu? - przerwała ucieszona.
-To JA zabiorę cie na randkę. Możemy mieć nawet całą noc dla siebie - mruknął uwodzicielsko, na co ta prychnęła.
-Ale ja czegoś też nie rozumiem. - spojrzał na nią, by sprawdzić czy go słucha - inne laski na twoim miejscu by krzyczały, płakały, a ty... Nic. Zero.
-Sama nie wiem. Mam wrażenie, że Ty nie chcesz mnie skrzywdzić. - powiedziała na luzie.
-Chodź. Już jesteśmy. - odpowiedział obojętnie. Laure to trochę zdziwiło. W końcu wysiedli z auta i stanęli przed willą.

-----------------------------------

No dobra! Jak mówiłam pierwszy rozdział. Może jest trochę krótki, no ale jest już dawno po dobranocce także...
I mam nadzieje, że się podobał. Zachęcam do komentowania :*.

Pa :*

Prolog

Laura Marano - piękna brunetka z błyskiem w oku. Jako 19 latka żyje pełnią życia. Do czasu, aż ktoś stanie jej na drodze....

Ross Lynch - 19 letni, przystojny blondyn. Stara się grać twardego bad boy'a. Natomiast ona odkryje jego prawdziwe oblicze...

___________________________________

Tak wiem... Znowu ona...
Ale tak. Założyłam nowego bloga. Tamte na razie zawieszam. Kiedyś do nich wrócę. Napewno! A tym czasem radujcie się prologiem. Rozdział może jeszcze dzisiaj.

Do zobaczenia pandy! :*