Minęły dwa tygodnie, a Laura cały czas jest z Ross'em i Conor'em. Przez ten czas Ross stara się zaimponować Lau. Stara się ją zaciągnąć do łóżka, lecz z marnym skutkiem. Krótko mówiąc, zbywa go.
-Stary, co ja mam z nią zrobić. Inne to po 15 minutach byłyby u mnie w łóżku, a ona? - powiedział Ross do Connor'a.
-Ona jest mądrzejsza od wszystkich tych twoich panienek. Powinna wziąść cie rozkochać i cie rzucić. - powiedział Conor popijając piwo.
-Dziękuję przyjacielu. - rzekł sarkastycznie. Do salonu weszła właśnie Laura.
-Chłopaki, no! Kiedy bd mogła wrócić do domu? - spytała patrząc na nich.
-Em... Nigdy?
-Dlaczego? Do czego jestem wam potrzebna?! - krzyknęła brunetka.
-Kochanie.... - zaczął i chciał podejść do dziewczyny, ale ta się szybko odsunęła, na co chłopak ciężko westchnął. - Jesteś nam bardzo potrzebna.
-Nie wiem do czego... - prychnęła - Ja porostu chce gdzieś wyjść. Od dwóch tygodni jestem tu zamknięta. - spojrzała na Ross'a, a w końcikach jej oczu zebrały się łzy. Blondyn poruszył się nerwowo. Conor już dawno się ulotnił z salonu.
-Dobra. Chodź. Jedziemy. - powiedział krótko, obojętnie, chłodno. Laura patrzyła zdziwiona na chłopaka. - No co?! Chcesz gdzieś iść czy nie? - warknął i wziął kluczyki od samochodu. - czekam w samochodzie.
Jechali w ciszy. Bardzo nie przyjemnej ciszy. Laura nie chciała się odezwać pierwsza, gdyż najzwyczajniej się bała. Ross również nie chciał nic powiedzieć, bo co by powiedział? Po chwili przełamał się.
-To gdzie chcesz jechać?- spytał spokojnie, jednak wciąż obojętnie.
-Ja... Sama nie wiem. Poprostu nie chciałam już tam dłużej być zamknięta rozumiesz? - spytała cicho. Chłopak pokiwał lekko głową w zamyśleniu. Nagle telefon Laury zaczął wibrować. Dzwonił Dylan. Znowu. Od kilku dni dzwonił po parę razy dziennie. Za każdym razem odrzuca połączenie. Tym razem chciała z nim pogadać, ale...
-Nie odbieraj. - powiedział stanowczo. Brunetka z zawahaniem cofnęła rękę.
Szli przez centrum miasta. Znowu ta nie przyjemna cisza. Laura miała jej dość. Stanęła przed Ross'em. Chłopak miał odwróconą głowę w bok, ale szybko spojrzał przed siebie, a raczej na swój tors. To tam poczuł małą dłoń dziewczyny.
-Nie chce takiej atmosfery między nami. Wiem, że zostałam porwana. Wiem, że to dziwne, że się nie boję. I wiem też, że wcale nie chcesz taki być. - powiedziała patrząc mu w oczy.
-A skąd ty możesz wiedzieć jaki chce być. Mi jest dobrze tak jak jest. Jestem nie zależny od wszystkiego i wszystkich. Mam od chuja lasek...
-... A żadna z nich nie ma ciebie? - przerwała mu Laura.
-Dokładnie. A ty możesz dołączyć do tych lasek. - powiedział z zadziornym uśmieszkiem. Podszedł do niej i położył jej ręce na biodrach. Brunetka uśmiechnęła się przebiegle. Położyła mu ręce na tors. Nie daleko jego serca, które teraz biło nieco szybciej.
-Tylko jest mały problem. - powiedziała zmysłowym głosem.
-Jaki? - uśmiechnął się.
-Ja się...SZANUJE!! - krzyknęła na koniec.
-Au...-wyrwała się z jego uścisku i szybkim krokiem szła przed siebie. Nagle na kogoś wpadła.
-Laura?
-Dylan! - rzuciła mu się na szyję.
-Już dobrze. Kochanie, gdzie byłaś? Dlaczego nie odbierałaś?
-Ja... - zaczęła, lecz podszedł do nich Ross. Przytulił ją od tyłu i położył głowę na jej ramieniu.
-Tu jesteś skarbie. Szukałem cie. - pocałował ją w policzek.
-To dlatego nie odbierałaś! - krzyknął Dylan.
-Nie... To nie tak!
-Byłaś zajęta swoim nowym kochasiem. Jesteś zwykłą szmatą! Wykorzystałaś mnie!-krzyknął i wziął zamach by uderzyć dziewczynę. Laura szykowała się na ból i odruchowo zamknęła oczy, jednak nic nie poczuła. Otworzyła oczy. Zobaczyła jak Ross trzyma rękę Dylana w stalowym uścisku.
-Chciałeś uderzyc moją dziewczynę?!
-Ja...
-Wiesz kim ja jestem?!
-Rrross Lynch. - wydusił Dylan.
-Wiesz co ci zrobię jak się do niej zbliżysz?!
-Ja tylko...
-Zamknij się!!- krzyknął i przyciągnął do siebie bruneta za koszule. - masz szczęście, że ona tu jest. Nie chce, żeby zobaczyła tak straszny widok, jak Twoja zmasakrowana buźka. A teraz spierdalaj! - rzucił brunetem o ziemię. Jeszcze nabuzowany odwrócił się do Laury. Miała łzy i strach w oczach. Podszedł do niej. Chwycił jej twarz w dłonie i oparł swoje czoło o jej czoło.
-Nie pozwolę cie skrzywdzić. Nie dam cie nikomu skrzywdzi.
-Proszę... Wracajmy do domu.
Weszli do domu.
-No siema. Co tam? Jak tam smak wolności? - spytał wesoło Conor i trącił Lau łokciem. Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Podeszła do Ross'a.
-Dziękuję Ci. - szepnęła i pocałowała go w policzek, po czym szybko uciekła do siebie.
Ross z rozszerzonymi źrenicami złapał się za policzek. Wciąż trzymając się za polik chciał usiąść na kanapie. Niestety nadal będąc w szoku nie wycelował i spadł na podłogę.
___________________________________
Witam! Jak pewnie widzicie nie ma już Jools tylko Van. Nie pytajcie dlaczego... Poprostu :*
A teraz! Czas na mały szantaż!
10 komentarzy i kolejny rozdział. Ale, ale! Jednak osoba jeden komentarz.
Znaczy możecie komentować ile chcecie. Chodzi o osoby. Rozumiecie mnie wgl? Xd
Dobra. Koniec na dzisiaj.
Van bez odbioru :*