piątek, 31 lipca 2015

Rozdział 5 " Chciał cie zobaczyć."

Nie spała już od piątej. Zdążyła się rozpakować. Teraz była w trakcie smażenia naleśników. Myślała o wczorajszym spotkaniu z Conor'em. Z jednej strony cieszyła się, że go spotkała, a z drugiej skoro spotkała jego mogła spotkać, też Ross'a. Nie była pewna, czy mogłaby mu wybaczyć. Fakt minęło sporo czasu, ale jak mawiają zły dotyk boli przez całe życie. Chociaż po próbie gwałtu, postanowiła, że się nauczy bronić. W tym celu zapisała się na kurs samoobrony. Skoro potrafi się sama obronić, nic już jej nie zaskoczy...
-Laura!! - krzyknął ktoś z boku, że aż dziewczyna podrzuciła naleśnikiem. Ten z kolei przykleił się do okna.
-Conor jak ty?! Co ty tu..?!
-Weszłem sobie...-wzruszył ramionami.
-Wszedłeś... - poprawiła go.
-Ty jakaś głucha jesteś? Dokładnie to samo powiedziałem chwile temu. - pacnął się w czoło.
-Tak... Dokładnie to samo... Po co "przyszłeś "? - zaśmiała się Laura, jednak Conor jakoś nie zrozumiał.
-Mówiłem, że przyjdę ci pomóc.
-A.... Tak. Ale już sama sobie poradziłam, dziękuję. - powiedziała miło dziewczyna i wzięła się za odklejanie naleśnika z szyby. Gdy już zdjęła naleśnika z okna, ponownie się przeraziła.
-Co on tu robi?! - spytała przerażona.
-Chciał cie zobaczyć. Lau... Daj mu szansę. Był piany.
-Ale...on...
-To mój przyjaciel... Zmienił się od kiedy wyjechałaś.
-Jak to? - zdziwiła się.
-Sama go zapytaj. - powiedział i zanim zdążyła zareagować, Conor otworzył okno.
-STARY! WBIJAJ NA CHATE! - krzyknął do Ross'a stojącego na podjeździe.
-Conor! Nie zapomniałeś o czymś? - spytała brunetka zakładając ręce.
-A tak... LAURA ROBI NALEŚNIKI!!

Siedzieli całą trójką w salonie dziewczyny. Panowała niezręczna cisza.
Każdy był zajęty. Laura patrzyła na swoje buty, Conor wystukiwał rytm na swoich kolanach, a Ross wodził wzrokiem po salonie. Od czasu do czasu zerkał na Lau.
-Dobra... Dobrze wiecie, że nie lubię ciszy, a zwłaszcza niezręcznej... Więc... Lau. Co teraz zamierzasz?- spytał Conor.
-Cco? - spytała zdezorientowana.
-Masz już dom. Co teraz? Studia... Praca... Rodzina...
-Praca...raczej tak.
-Masz już gdzie?
-No właśnie będę dopiero szukać.
-O! Tak się składa, że Ross... Założył firmę, w która wspomaga innych. I przypadkiem, jego sekretarka nie przyszła do pracy... Co ty na to?-uśmiechnął się szeroko. Ross siedział z wybałuszonymi oczami. Denerwował się. Chciał, żeby przyjęła jego prace. Tak bardzo tego chciał.
-Ale.... Czekaj. Jak to nie przyszła? - spytał zdziwiona.
-Nie wiem czemu... Napewno nie dlatego, że powiedziałem, że Ross zapłodnił małpe i razem mają piątkę dzieci...
-Co? - zdziwił się dotychczas milczący Ross. - mówiłeś, że zaciążyła i się zwolniła, bo mogła się stresować...
-Tia... - zawahał się Con.- wiesz... Mama dzwoniła musze iść na obiad pa.
-Przecież twoja mama mieszka w Nowym Jorku! - krzykneli równocześnie Ross i Laura. Spojrzali się na sb i odwrócili wzrok.
-Chcesz... Chcesz jeszcze herbaty?-powiedziała niepewnie.
-Nie... Dziękuję... - powiedział miło. Cała jego pewność siebie, którą miał pod dostatkiem na codzień, przy Laurze uleciała natychmiastowo.
-Okey... - powiedziała cicho.
-Posłuchaj... Naprawdę chce, żebyś przyjęła moją ofertę.
-Ale...
-Ja wiem... Wiem co zrobiłem.... A raczej co chciałem zrobić... Serio przepraszam... Nie chce, żebyś się mnie bała. Ja... Ja się zmieniłem, przyrzekam. Mam własną firmę, przestałem rozrabiać.... Sypiać z kim popadnie... - to ostatnie powiedział pod nosem.
-No, ale...
-Proszę... Obiecaj, że to przemyślisz.. - powiedział i spojrzał jej w oczy. Jego spojrzenie wręcz paliło jej skórę. Cały on sprawiał, że miękkła. Przez te lata zrobiła się bardziej postawny, włosy mu urosły, a jego rysy twarzy były jeszcze bardziej idealne.
-Dobrze przemyśle to... Ale nie myśl, że tak łatwo zapomnę o tym co się stało. - odprowadziła go do drzwi. - Jedno przepraszam nie sprawi, że będzie dobrze.

_____________________________
Kolejny rozdział! Yey! Macie swojego Ross'a. Według was:
-czy Laura powinna przyjąć prace u Ross'a?
-czy mu wybaczy?

Zapraszam do komentowania. I moje pytanie... Ten kto ma snapchat pewnie widział pewnego snapa spod prysznica :d
Jak go zobaczyłam to mi się ręce trzęsły.. Xd

Komentujcie, motywujcie = Pandy na was liczą! :*

niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 4 cz. II " Nie nic... Ładny stanik."

-Co jest Laura? Nie cieszysz się, że mnie widzisz? - spytał wyraźnie zasmucony.
-Nie... Znaczy ciesze się... Po prostu... Tak jakoś.. Em... - zacinała się przy nim. Nie mogła skleić sensownego zdania.
-Hej... Dasz się zaprosić na jakieś ciacho? - spytał słodko.
-Ciacho to się z ciebie zrobiło... - powiedziała, ale potem na jej policzki wpłynął rumieniec -  serio to powiedziałam? - dodała po chwili.
-Hah... Lau... Bo się zarumienie.. - zaśmiał się chłopak. -  ty też się zmieniłaś... Masz proste włosy... Super! - uśmiechnął się życzliwie.
-A twoje włosy jak zawsze nie uczesane.. - zaśmiała się.
-Nie, nie uczesane... To artystyczny nie ład - zarzucił grzywką.
-No tak racja - znowu się zaśmiała.
-To jak będzie? Wyskoczymy gdzieś?
-No jasne - uśmiechnęła się.

Ich spotkanie było zupełnie spontanicznie, a jakże udane. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Co robili przez te lata, czy im się powodzi i inne rzeczy. Wygłupiali się w parku, chlapali wodą w fontanny, a czasem poprostu rozmawiali na ławce.
-No i teraz właśnie szukam mieszkania... - Laura kończyła swoją opowieść.
-To nie źle... A tak przy okazji... to... Chciałem cie przeprosić...za tamto- blondyn spuścił głowę. Było mu wstyd za tamten incydent. To wszystko jego wina.
-Hej... Już dobrze... Już dawno Ci wybaczyłam -uśmiechnęła się miło.
-No i za to, że Cię w ogóle porwaliśmy... To było głupie... Przepraszam....
-Już dobrze. Zapomnijmy o tym... - przytuliła go. Mocno. Zdziwiony po chwili oddał gest. Jakże przyjemny gest. W jego brzuchu zrodziło się tysiące motyli, a te motyle urządziły sobie karnawał.
-Tęskniłem za Tobą.
-Ja za Tobą też.

Kupili sobie lody. On czekoladowe, a ona cytrynowe.
Chłopak chciał spróbować jak smakuje czekolada cytrynowa, więc wziął i swojego loda docisnął do loda Laury. Niestety nie przewidział, że lód może spać na chodnik.
-Ej...! - dziewczyna zrobiła minę szczeniaczka.
-Ups? - uśmiechnął się słodko. Brunetka wskoczyła mu na ręce, przy czym i jego lód upadł.
-Za karę nieś mnie do fontanny.
-No dobra. - doniósł ją do fontanny i "przypadkiem" wrzucił do wody.
-Ty mendo jedna!!
-No co? Nie moja wina, że mi się wyślizgnęłaś - na jego twarzy zagościł szelmowski uśmiech.
-Co się tak szczerzysz?
-Nie nic... Ładny stanik.
-Co?! - spojrzała w dół. Tia... Czyli to nie był dobry pomysł, żeby ubierać różowy stanik i białą bokserke. Ale skąd mogła wiedzieć, że jakiś pacan ją w rzuci do fontanny? - ygh! Spadaj! - wstała i wyszła z wody.
-Oj kochanie... A co z naszymi dziećmi?
-Pff... Zabieram je ze sobą... Jeszcze je wrzucisz do fontanny...
-Ale one będą tęsknić za tatą... Laura! Czekaj!
Ludzie przechodzący obok kiwali głową z rozbawieniem. W końcu to nie codzienny widok. Cała mokra dziewczyna, która szła z uniesioną dumnie głową i chłopak, który szedł za nią i ją przepraszał.
-Przepraszam! Wróć do nas. Dzieci tęsknią. Nie radzę sobie. Nawet nie umiem im pomidorówki ugotować. - "zapłakał"
-HA! Nie umiesz zrobić pomidorowki?! - zaśmiała się.
-Kochanie! Już się nie gniewasz? - tuli ją mocno.
-Jasne, że nie - zaśmiała się.

Przyszedł czas, żeby wrócić do domu. Stali pod jej nowym domem.
-To chyba czas się pożegnać - uśmiechnął się niemrawo.
-Tak... Ale hej... Wiesz, że gdzie mieszkam... Zawsze możesz wpaść.
-Dzięki... Napewno wpadnę... Jutro przyjdę i ci pomogę się rozpakować, albo przesunę ci kanapę, albo pomaluje ścianę czyli wszystkie męskie sprawy, których ty nie zrobisz, bo jesteś panną. - uśmiechnął się na koniec.
-Ty chyba dawno nie dostałeś w twarz, co?
-Wiesz... Już jakieś dwa miesiące nie dostałem po buzi.
-Dobra dobra - zaśmiała się- możemy to naprawić, chcesz?
-Hah... Nie dzięki... To pa Lau...
-Pa Conor...-pocałowała go w policzek i weszła do mieszkania. Od razu skierowała się do swojej sypialni.

___________________________________

Hym Hym Hym! Czyżby Conor?! Ha! Wszyscy myśleli, że to Ross! A ty proszę! Hahaha
Wiem, że rozdział miał być wcześniej, ale byłam trochę zabiegana :d
Dzięki ci Lex! Chyba poznajesz fontannę :d
Mam nadzieje, że się nie gniewasz i nie bd mi grozić...
Ludzie ona mi grozi!
Zgłoście to gdzieś :d
Dobra lecę robić naleśniki :*

Dobre pandy komentują!! :*

Rozdział 4 cz. I " Ah, to powietrze..."

3 lata. Minęły 3 lata odkąd Laura opuściła chłopców. Ogólnie wyjechała z miasta. Po tym co Ross jej zrobił... Nie potrafiła na niego spojrzeć. Bała się. Z Conor'em też nie utrzymywała kontaktów. Jednak dziś postanowiła wrócić do Los Angeles. Sama nie wiedziała czemu.
Właśnie wysiadła z samolotu w L.A.
Ah, to powietrze...
Przez internet znalazła odpowiedni dom dla siebie. Przed te 3 lata ciężko pracowała, więc mogła sobie pozwolić na własny dom.

Szła właśnie ulicą. Podziwiała uroki tego miasta. Miasto aniołów... Tu nigdy nie pada deszcz, a jak pada to krótko... Piaszczyste plaże, przemili ludzie.. No prawie... Jej myśli znowu zeszły na pewnego blondyna. Zgadza się przez te 3 lata nie zapomniała. Może to był jej powód, by wrócić. Ale po co? Nagle go nie spotka na ulicy. A jeśli tak to co mu powie?
Hej, to ja Laura. Ta co chciałeś ją zgwałcić.. Śmieszne...
Jej przemyślenia przerwał upadek.
-Au...! Co jest? - spytała samą siebie.
-No sorry...! Lau? - spytał czyjś męski głos. Podniosła głowę. Blond włosy... Te oczy.. Rysy twarzy...
-O nie...

___________________________________

Cz. I rozdziału. Tak wiem. Dawno mnie tu nie było...ale. Pisałam całymi dniami z Kinią i Olą i Patii... I dały mi taką wene po tym, że szok...
Cz. II będzie jeszcze dzisiaj. A tą wstawiam, żebyście mi napisali... Kogo waszym zdaniem spotkała Lau i co powinna zrobić w Los Angeles :*
Komentujcie :*
Panda patrzy Panda robi! :*